piątek, 21 lipca 2017

Nie zazdrośćcie mi!

Był kwiecień. Cannes. Nad moją głową szumiały palmy, słońce grzało w plecy, a na horyzoncie migotało lazurowe morze. Szłam deptakiem jednego z najbardziej pożądanych i prestiżowych miast na świecie i łzy płynęły mi po policzkach. Pchałam wózek, dziecko krzyczało wniebogłosy, a przechodnie podchodzili, by zapytać, czy wszystko w porządku. A ja szłam, zastanawiając się: Co ja tu do cholery robię? Byłam nianią 24h, zarabiałam niezłe pieniądze, ale byłam wykończona fizycznie i nieszczęśliwa. Dysonans pomiędzy pięknem miejsca, w którym się znajdowałam, a tym, jak źle mi było w środku, był tak ogromny, że aż nie do zniesienia. To był dla mnie bardzo trudny okres życia pod wieloma względami. Nie wiem jak, ale jakimś cudem go przetrwałam. Przetrwałam i jednak zostałam we Francji. 

Po ponad dwóch latach wracam do Cannes.