piątek, 2 czerwca 2017

Przystanek Maj

Maj zaczął się ciekawie. Tak się poukładało, że świętowałam swoje imieniny we Francji i w Polsce - i to tego samego dnia. A skoro Polska, to zawsze dużo wrażeń i emocji. I zmęczenie, choć jakimś cudem tym razem nie pochorowałam się. Za to odbyłam kilka kursów pomiędzy Warszawą a Krakowem i stwierdzam, że mój stosunek do polskich kolei ciągle pozostaje ambiwalentny. Tak jak wprawiła mnie w zachwyt wygodna, czysta, nowoczesna podróż "DO", czyli efekt WOW, to już "Z POWROTEM" było nieco gorzej, oj gorzej - zwłaszcza dla tych, którzy w Intercity mieli miejsca stojące... Warszawa ugościła nas fantastycznie, a Kraków niezmiennie zachwycał, uwodził i wciągał. Czasami się jeszcze zastanawiam: jak to możliwe, że ja z tego miasta uciekłam do Francji? Jak to możliwe, że je opuściłam? Ano opuściłam. Ale Muszkieter zaraz powiedziałby, że "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma." No i miałby rację... ;) Za każdym razem jednak z przyjemnością poddajemy się temu krakowskiemu uwodzeniu i z kłuciem w sercu opuszczamy to miasto, dla nas obojga tak ważne...




W maju trafił mi się dłuższy, przymusowy urlop. Maj we Francji to czyste szaleństwo, jeśli chodzi o dni wolne od pracy i długie weekendy. Wykorzystaliśmy ten czas na spotkania z rodziną i przyjaciółmi, których mamy tutaj niewiele, ale są i są niezwykle ważni w naszym życiu, tu na emigracji. Doceniam te relacje bardzo i po każdym takim spotkaniu, zawsze od nowa zdumiewam się nad faktem, że połączył nas kurs francuskiego. Że tak nas świetnie dobrał. Że taką energię dobrą czerpiemy z tych spotkań. Powiem Wam: jest moc, w spotkaniach z ludźmi jest wielka moc, która albo Cię niesie, albo Cię blokuje. My zawsze po takim spotkaniu jesteśmy nie tylko najedzeni do nieprzyzwoitości, ale też zrelaksowani. wygadani, wyśmiani. Bo dziś naprawdę sztuką jest spotkać ludzi o takich samych bądź podobnych wartościach, z którymi się zgadzasz bądź nie w różnych kwestiach, ale z którymi się przy tym stole świetnie czujesz i przy których jesteśmy sobą. Jesteś sobą i jest Ci z tym dobrze. I rozmawiasz o pierdołach, ale i o życiu. O pogodzie i o pracy. O atakach terrorystycznych i o tęsknocie za Polską. A jaką sztuką jest spotkać takich ludzi na emigracji... Mieliśmy tonę, nie, dziesięć ton szczęścia!


W ostatni majowy długi weekend trafił się nam wspaniały, spontaniczny wypad. Jak cudnie było wsiąść w auto i bez żadnej spiny jechać przed siebie! Dotarliśmy do Nancy, a potem do Reims. Zresetowaliśmy głowy. Moczyliśmy nogi w fontannie. Zjedliśmy obiad na placu Stanisława Leszczyńskiego, który okazał się gwiazdą docenianą i wspominaną do dziś w Lotaryngii. W Nancy dostałam piękną lekcję polsko-francuskiej historii... A w Reims, wprawdzie nie kosztowałam szampana, ale wypiłam wieczorny aperitif z widokiem na słynną katedrę, gdzie odbyły się koronacje prawie wszystkich francuskich królów. Pogoda dopisała - było bosko! Z przewietrzoną głową i dobrą energią wróciliśmy do domu.






W maju minęły dwa lata od pierwszego wpisu na tym blogu. Przyznaję, że w ostatnim roku bywało różnie. Były długie przestoje, ale były też powroty. Wychodzę z założenia, że to, co piszę na tym blogu ma być przyjemnością, inspiracją dla innych, a nie obowiązkiem, regulowanym zegarkiem i nerwowym spoglądaniem na statystki. Nie. Nigdy. Dlatego piszę, kiedy mogę, kiedy chcę i kiedy mam czas i ochotę podzielić się tym, co jest dla mnie ważne. Ale nie ukrywam, że chciałabym, by na Przystanku więcej się działo. Żeby życia tu przybywało. I w najbliższym czasie chciałabym uruchomić nowy cykl wpisów z moimi paryskimi i nieparyskimi inspiracjami. Taki kolaż, będący odbiciem tego, co mnie na bieżąco tu zaskakuje, zachwyca i inspiruje. Moje odkrycia i spostrzeżenia. TV, plakat, sukienka na wystawie. Krótkie wzmianki, które być może i Was zainteresują, zainspirują. Na co dzień natykam się na wiele takich rzeczy, którymi chętnie podzieliłabym się z Wami, ale o których nie sposób pisać oddzielnych wpisów. Dlatego kolaż, kilka zdjęć i linków, może być dobrym rozwiązaniem. Co Wy na to? ;)




No i ta pogoda. Cudowna, z jasnymi i ciepłymi porankami. Z japonkami i zwiewnymi sukienkami. Z otwartym oknem w środku nocy. Z parasolem i aperitifem na balkonie... Aaach, lato przyszło w końcu! A wraz z nim porządki w szafach, plany na wakacje, śledzenie Ryanaira, zakładanie konta na Airbnb i oczekiwanie na przyjazd pierwszych gości. A ci już za kilka tygodni.



To będzie dobry miesiąc. :)

Maj na blogu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz