wtorek, 19 września 2017

Salon du mariage, czyli targi ślubne w Paryżu

Podczas gdy paryżanie i turyści tłumnie korzystali z atrakcji i możliwości Europejskich Dni Dziedzictwa Narodowego, zwiedzając w ostatni weekend za darmo co ciekawsze miejsca w Paryżu, my przemierzaliśmy korytarze pełne sukien i smokingów ślubnych, kwiatów, świec, fotobudek, dj-ów i barmanów serwujących swoje obłędnie kolorowe drinki i koktajle na targach ślubnych na Porte de Versailles. Wróciliśmy do domu z dwiema ciężkimi torbami, pełnymi katalogów, prospektów i wizytówek oraz z przekonaniem, że w dzisiejszych czasach wszyscy wszystko są w stanie za Ciebie załatwić. Za Ciebie i Twoje pieniądze rzecz jasna. Przy ostatnich stoiskach kręciło mi się już w głowie, a ostatecznie przygotowania ślubne rozpoczęliśmy od... planowania podróży poślubnej :D Tak, oferty są obłędne. Rajskie plaże za oknem sypialni, hotele z łóżkami zasłanymi płatkami róż, szampan i owoce morza na powitanie, a do tego seanse SPA i wyrafinowanego masażu dla dwojga! Czego więcej potrzeba na miesiąc miodowy? Może jedynie pieniędzy. Zapraszam Was na fotoreportaż z targów ślubnych, które odbywały 16-17 września w hali targowej Parc des Expositions na Porte de Versailles w Paryżu


poniedziałek, 21 sierpnia 2017

"Moje wielkie ruskie wesele" - recenzja książki i KONKURS

Była 4 rano. W ciszy jeszcze ciemnej nocy zgrzytnęły drzwiczki skrzynki pocztowej. Jest! Książka  "Moje wielkie ruskie wesele" Ani Mandes-Tarasov czekała na mnie niczym pocieszenie po zakończonych właśnie wakacjach. Chwilę wcześniej wróciliśmy z naszej wymarzonej podróży na południe Francji.

To miała być lekka, przyjemna lektura, w sam raz na wakacje. Tak zapowiadały wcześniejsze recenzje. Książka jednak dotarła mnie w dniu, w którym właśnie wróciłam z urlopu. Anka przepraszała za opóźnienie, a ja dziś wiem, że jej debiutancka powieść dotarła do mnie w najlepszym  momencie. Ale zacznijmy od początku.


piątek, 21 lipca 2017

Nie zazdrośćcie mi!

Był kwiecień. Cannes. Nad moją głową szumiały palmy, słońce grzało w plecy, a na horyzoncie migotało lazurowe morze. Szłam deptakiem jednego z najbardziej pożądanych i prestiżowych miast na świecie i łzy płynęły mi po policzkach. Pchałam wózek, dziecko krzyczało wniebogłosy, a przechodnie podchodzili, by zapytać, czy wszystko w porządku. A ja szłam, zastanawiając się: Co ja tu do cholery robię? Byłam nianią 24h, zarabiałam niezłe pieniądze, ale byłam wykończona fizycznie i nieszczęśliwa. Dysonans pomiędzy pięknem miejsca, w którym się znajdowałam, a tym, jak źle mi było w środku, był tak ogromny, że aż nie do zniesienia. To był dla mnie bardzo trudny okres życia pod wieloma względami. Nie wiem jak, ale jakimś cudem go przetrwałam. Przetrwałam i jednak zostałam we Francji. 

Po ponad dwóch latach wracam do Cannes. 



piątek, 30 czerwca 2017

5 inspiracji z paryskiej emigracji #4

Czekałam na ten moment. I nie powiem, cieszę się, że skończy się wstawanie skoro świt o 5.28, do którego niestety, pomimo wszelkich starań i wysiłków poczynionych przez ostatni rok, nie byłam w stanie się przyzwyczaić. Jestem sową i chyba tak pozostanie. I cieszę się, że przyjdzie czas, kiedy obudzę się rano i pomyślę, że nic dziś nie muszę. No cholerka, nic! I że będzie to trochę trwać. Że dopiero przy którejś kolejnej porannej kawie na balkonie dotrze do mnie w końcu, że są wakacje. Ale najbardziej, ponad wszystko cieszę się z tego, że mieszkanie ożyje życiem poczwórnym. Poduszki, koce, ręczniki będą wisieć wszędzie. Walizki, ciuchy, kosmetyki będą się poniewierać w kątach, ale nikomu nie będzie to przeszkadzać. Piekarnik i kuchnia będą żyć swoim życiem. Podobnie jak nasz ogromny balkon, który w wakacje pełni rolę jadalni, plaży, sali kinowej i pokoju zwierzeń z nieźle zaopatrzonym barkiem. Przed nami dwa wyjątkowe miesiące, na które czekaliśmy z utęsknieniem. I goście. I niczego Wam nie obiecuję, bo wiem, że bywa różnie. Może nie być czasu, internetu, weny. Dziś za to wiem jedno, życzę Wam tak bardzo od siebie, z serca, wszystkiego tego, czego potrzebujecie na te wakacje. Odpoczywajcie, gapcie się w niebo, jeździjcie autem bez celu i planu, moczcie nogi w rzekach, jeziorach i morzach, pijcie zimne piwko i róbcie wszystkie te rzeczy, na które nie macie czasu ani siły na co dzień. Pod jednym jednak warunkiem. Musicie mieć na nie szalenie wielką ochotę. Całą resztę zostawcie w świętym i głęboko poważanym spokoju...
I czas na ostatnie, przedwakacyjne inspiracje! Tym razem nieco inne, dużo większa dawka emocji niż zwykle!


Koniec i początek

To jednak prawda, że najbardziej w życiu rozczarowują nas rzeczy i sprawy, wobec których mamy ogromne oczekiwania. 
I to prawda, że to te pozornie błahe wydarzenia, niby przypadkowe, przynoszą nam niespodziewanie dużo radości, wnosząc w nasze życie ważne wartości i zmieniając jego bieg.

Miałam być nianią tylko na trochę, na chwilę, szukałam czegoś dorywczego, bo już pracowałam. Jedno ogłoszenie i jedna krótka wiadomość zmieniły całkowicie mój rytm życia przez ostatni rok, a także podejście do wielu rzeczy tu we Francji, osłodziły moją emigrację i sprawiły, że w ten oto sposób przestałam być babysitterką, a stałam się członkiem cudownej francuskiej rodziny. A dziś dostałam najpiękniejszy prezent, jaki mogłam sobie wymarzyć na koniec tej wspaniałej przygody... W środku są cudne zdjęcia i laurki od małych smyków, ale z wiadomych względów ich tu nie pokażę. 
 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Paryżanie mają swoją własną Prowansję! Czyli Święto Lawendy 2017.

Jeeeeny, jak pachnie w całym domu!  Wróciłam wczoraj do domu obładowana torbami świeżo ściętej lawendy, a także zapachowymi saszetkami już zasuszonej. Nie zapłaciłam za to złamanego euro. A jeszcze dodatkowo świetnie się bawiłam i odpoczywałam. Niby nic, niby tylko trochę kwiecia, zapachu i piknik na trawie... A jednak! Obiecaliśmy sobie wpisać Święto Lawendy (Fête de la Lavande) w nasz coroczny czerwcowy kalendarz.


czwartek, 22 czerwca 2017

5 inspiracji z paryskiej emigracji #3

Czerwiec wre. Dosłownie. Żar się leje z nieba. 23°C o 6 rano robią wrażenie. Dziękczynienia płyną w stronę okiennic i wentylatorów. Ale cudne, letnie wieczory na tarasie, ze szklanką orzeźwiającego napoju w dłoniach (koniecznie!), rekompensują wszystko! Z balkonu coraz częściej widać fajerwerki. A to oznacza, że czas letnich imprez rozpoczął się na dobre. Żal nie korzystać! Dziś w inspiracjach zatem będzie bardzo rozrywkowo! I będzie baaaardzo pachniało! Paryżem oczywiście ;)


wtorek, 20 czerwca 2017

Przystanek: Le Vexin, czyli o mojej najlepszej podróży bez celu...

Jestem dziwnym typem wędrowca. Wolę samą drogę niż cel. Wolę auto niż samolot. Wolę francuską prowincję niż Paryż. Wolę swojskie bistro niż ekskluzywną restaurację. Wolę camping niż hotel. Czuję się wtedy najlepiej, swobodnie, czuję, że jestem wtedy sobą. Właściwe miejsce i czas. Nic nie uwiera. Jest idealnie.

Potrafię przejechać 200 km, żeby tak naprawdę nigdzie nie dotrzeć i z perspektywy przewodników nic nadzwyczajnego nie zobaczyć. Żadnych gór i mórz, żadnych odhaczonych zabytków ani nawet obiadu w knajpie. Ale za to chorobliwie uwielbiam zaglądać ludziom w okna, podglądać ogródki i tarasy, na których piją aperitif. Tak. Uwielbiam to. Uwielbiam podglądać ludzi, jak żyją. Jaki kolor okiennic wybrali. Jak spędzają czas wolny w upalne, niedzielne popołudnie. Co stoi u nich na stole. Czy i gdzie jeżdżą na rowerach. Co niosą w torbie na piknik. Którą bagietkę kupują: zwyczajną czy tradition. Jaką książkę czytają. I nawet jeśli wścibstwem tę moją przypadłość można nazwać, to jest to wścibstwo wynikające tylko i wyłącznie z ciekawości wobec życia i tego jak żyją inni. Czy i gdzie jest im dobrze, czy są szczęśliwi. Czym się różnią ode mnie. Albo od nas, Polaków. Podglądam, żeby zrozumieć. Żeby nabrać dystansu do pewnych spraw. Żeby się zainspirować. Uwielbiam to.

I właśnie dlatego, jeśli zapytacie mnie, po cholerę to jechać trzy godziny autem w upalne niedzielne popołudnie tak naprawdę bez celu i planu, to odpowiem Wam, że właśnie po to. Żeby droga przyjemnością była, a nie sam cel podróży. Aby po drodze odkryć dziesiątki miejsc, do których jeszcze warto będzie wrócić, a których nie ma w przewodnikach. Żeby spotkać ludzi, a nie turystów. Żeby zobaczyć zwyczajne codzienne życie w innym, niż moje, wydaniu.





środa, 14 czerwca 2017

5 inspiracji z paryskiej emigracji # 2

Czerwiec to zdecydowanie mój ulubiony miesiąc. I nie tylko dlatego, że truskawki, czereśnie i moje urodziny ;) Czuć już lato w powietrzu, oceny w szkołach wystawione, bilety na wakacje kupione i w życie wkrada się to cudne wakacyjne podekscytowanie. Czerwiec to już sezon na dobre i dużo się dzieje w plenerze i nie tylko. Sami zobaczcie.

Źródło: www.facebook.com/levillagepreferedesfrancais

piątek, 9 czerwca 2017

A gdyby tak raz na zawsze...

A gdyby tak można było raz na zawsze. Być szczęśliwym. Znaleźć świetną pracę. Najlepszą miłość.

Raz na zawsze schudnąć. Zadbać o siebie. Raz na zawsze przestać narzekać.

A gdyby tak raz na zawsze oswoić tę emigrację i przyjąć do rozhuśtanej świadomości fakt, że Polska jest tam, a ja Tu, i moje życie jest tutaj - nigdzie indziej.

Gdyby TAK WŁAŚNIE raz na zawsze mogło być, o ile łatwiej by się żyło, prawda? No jasna cholera, byłoby świetnie.

No, ale nie jest tak. Choć coraz lepiej jest. Z tym krzykiem w środku i poskręcanym żołądkiem, gdy opuszczam płytę lotniska w Modlinie. W Polsce straszę regularnie brakiem makijażu, ale we łzach pożegnania już więcej jest ciszy przyzwyczajenia niż spazmów żalu i niezgody. Więcej nadziei na kolejne spotkanie i świadomości, że jest, jak jest i w tym momencie tak być musi. Że to mój wybór przecież. Każdego dnia.

W drodze na Lazurowe Wybrzeże
Plaża w Cannes

wtorek, 6 czerwca 2017

5 inspiracji z paryskiej emigracji # 1

Tak jak wspomniałam w ostatnim podsumowaniu majowym, stuknęły właśnie 2 latka naszemu blogowi, zatem czas na zmiany i powiew blogowej świeżości. Więcej życia na Przystanku, a zatem więcej inspiracji. Oto nowy cykl artykułów - krótkich, raczej kolaży, z mojego życia na francuskiej emigracji. Będę Wam podrzucać obrazki, piosenki, filmy, plakaty, sukienki i kapelusze - wszystko to, co mnie tu na co dzień zaskakuje, porusza, zachwyca, bulwersuje... To są czasami drobiazgi, o których być może nie ma sensu pisać całego artykułu, ale z tych drobiazgów tak naprawdę składa się nasza rzeczywistość. Nasze życie. Mam nadzieję, że znajdziecie tutaj coś dla siebie. Hej hop - zaczynamy!

 

piątek, 2 czerwca 2017

Przystanek Maj

Maj zaczął się ciekawie. Tak się poukładało, że świętowałam swoje imieniny we Francji i w Polsce - i to tego samego dnia. A skoro Polska, to zawsze dużo wrażeń i emocji. I zmęczenie, choć jakimś cudem tym razem nie pochorowałam się. Za to odbyłam kilka kursów pomiędzy Warszawą a Krakowem i stwierdzam, że mój stosunek do polskich kolei ciągle pozostaje ambiwalentny. Tak jak wprawiła mnie w zachwyt wygodna, czysta, nowoczesna podróż "DO", czyli efekt WOW, to już "Z POWROTEM" było nieco gorzej, oj gorzej - zwłaszcza dla tych, którzy w Intercity mieli miejsca stojące... Warszawa ugościła nas fantastycznie, a Kraków niezmiennie zachwycał, uwodził i wciągał. Czasami się jeszcze zastanawiam: jak to możliwe, że ja z tego miasta uciekłam do Francji? Jak to możliwe, że je opuściłam? Ano opuściłam. Ale Muszkieter zaraz powiedziałby, że "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma." No i miałby rację... ;) Za każdym razem jednak z przyjemnością poddajemy się temu krakowskiemu uwodzeniu i z kłuciem w sercu opuszczamy to miasto, dla nas obojga tak ważne...




poniedziałek, 29 maja 2017

Przystanek Nancy - Reims

Uwielbiam długie weekendy i szczęśliwe zbiegi okoliczności, które sprawiają, że nagle ląduję w kompletnie niespodziewanym miejscu. Tak było z Nancy. Kuzyn Muszkietera miał tam odebrać swoje nowe auto, więc.. pojechaliśmy z nim. Długi weekend, cudny maj, perspektywa wycieczki w nieznane - czego chcieć więcej? Dla mnie pełnia szczęścia. I w ten oto sposób śniadanie jedliśmy na balkonie w Melun, obiad na Placu Stanisława Leszczyńskiego w Nancy, a kolację na placu pod Katedrą Notre Dame w Reims.




sobota, 6 maja 2017

Przystanek. Marzec i kwiecień.

Dopiero co zaczął się maj, a ja już pakuję walizki, w przerwach popijając kira z bąbelkami. Szczęściara ja. Wiem. Ale zanim wskoczę w majówkę, jeszcze chwilę chciałabym zatrzymać się przy kwietniu, a nawet marcu  - bo wbrew pozorom nie zrezygnowałam z miesięcznych podsumowań. A jest co wspominać...



niedziela, 23 kwietnia 2017

Nie pucuję okien! Czyli Wielkanoc na emigracji.

Przed ...

Wielki Czwartek. Nie pucuję okien, nie latam ze ścierką ani z odkurzaczem. Nawet jajka kupię dopiero jutro. Nie czekam na samolot ani na gości. Póki co siedzę. Robię sobie pauzę. Taką przedświąteczną. Wielkanoc spędzamy we Francji.


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Gdy spełniają się marzenia. Saint-Malo.

Znacie to uczucie? Gdy nagle w biegu, w półkroku, zatrzymujesz się jak ogłuszona obuchem. Nagle do Ciebie trafia. Zalewa świadomością. Że jesteś TU, gdzie kiedyś nieprzemożnie chciałaś być. TO zobaczyć. TO dotknąć. Zmysłami, rękoma i nogami. Poczuć TEGO zapach. Wtopić się w TĘ rzeczywistość. Rzeczywistość miejsca oglądaną niegdyś tylko w magazynach, na plakatach biur podróży, na czyichś zdjęciach, do których tylko tęsknie wzdychałaś... A teraz JESTEŚ TU. Masz TO. Uwielbiam ten stan. Stan podróżowania. Stan spełniania marzeń, stan, kiedy do Ciebie dociera to, gdzie jesteś. I że jesteś szczęściarą.



Taki stan towarzyszył mi niemal codziennie, kiedy spełniło się moje największe marzenie życia i wyjechałam na pół roku do Afryki. Taki stan towarzyszył mi, gdy stojąc w strugach deszczu na Trocadero po raz pierwszy na żywo ujrzałam Wieżę Eiffla, a potem wiele razy, gdy do Paryża wracałam. Gdy po raz pierwszy wylądowałam na Lazurowym Wybrzeżu, w Cannes, w Nicei, Ez...W Prowansji. W Alpach, o świcie, na skraju przepaści z widokiem na jezioro Saint Croix i kanion Verdun - jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, jakie widziałam... Potem na Mont Saint-Michel. A teraz...

środa, 8 marca 2017

Zrobię sobie Dzień Kobiet. Na emigracji

Nieważne gdzie. Ważne jak i że w ogóle jest taki Dzień. Dzień Kobiet. Dla Francuzek 8 marca to dzień jak co dzień. Nie ma rajstop, nie ma goździków ani nawet życzeń i małego pudełeczka czekoladek. Dlatego dziś w sposób szczególny cieszę się, że jestem Polką. I że narzeczonego Polaka mam. Zwolniona z garów dzisiaj jestem i to już jest odświętny fakt ;) Ale ja nie o tym dziś...

Popłakałam się dziś rano. Nagle, ni stąd ni zowąd. I właściwie nie wiem, co mnie bardziej poruszyło: sytuacja, która doprowadziła mnie do łez, czy sam fakt, że się poryczałam. 

niedziela, 5 marca 2017

Być nianią w Paryżu. Cała prawda.

Przerabiałam to kilkakrotnie i w różnych kombinacjach. To był mój pierwszy pomysł na siebie i pracę we Francji, na samym początku, jeszcze gdy języka praktycznie nie znałam. Być nianią w Paryżu - cóż za problem? - myślałam. Miałam doświadczenie z Polski, a także humanistyczne i pedagogiczne wykształcenie, dodatkowy plus - angielski - byłam pewna, że znajdę pracę bez problemu. Wiedziałam też, że zapotrzebowanie na nianie we Francji jest bardzo duże.

Założenie było proste. Jestem wykształcona i mam doświadczenie. Popracuję trochę jako niania, nauczę się przy dzieciach języka, a potem poszukam czegoś innego, bardziej adekwatnego do mojego wykształcenia. Stawiam, że połowa z nas - dziewczyn przyjeżdżających za granicę - myśli i zakłada podobnie. Ale rzeczywistość bywa różna.


poniedziałek, 27 lutego 2017

Przystanek. Dunkierka

Właściwie Walentynki to był jedynie pretekst. Już od dłuższego czasu brakowało nam smaku spontanicznych wypadów. Padło na... Dunkierkę. Dlaczego Dunkierka? A dlaczego nie? W styczniu w sypialni zawisła u mnie wielka mapa Francji z pinezkami w miejscach, w których już byliśmy. Na północy jest ich najwięcej, ale Dunkierka pozostawała osamotniona na samym krańcu mapy. Więc pojechaliśmy... Z Paryża ok. 3h samochodem.





sobota, 25 lutego 2017

Przystanek. Luty.

Pewnie są wśród Was tacy, którzy po ostatnim wpisie zastanawiają się, czy ja w ogóle jeszcze w tej Francji jestem. Czy może z tych Świąt w Polsce wcale nie wróciłam. Ano śpieszę donieść, że tym razem jeszcze wróciłam :) Ale nowy rok pędzi już jak szalone TGV i jakoś trudno wysiąść i zrobić przystanek. A szkoda. Bo dzieje się tyle fajnych rzeczy...

O Świętach w Polsce można by pisać długo i pięknie, ale kogo w lutym Święta obchodzą, prawda? Ograniczę się zatem do jednej rzeczy, która się wówczas wydarzyła, a która z pewnością zaważy na moich dalszych losach, planach i mojej emigracji, a mianowicie zostałam pierwszy raz w życiu narzeczoną :) Powróciłam zatem do Francji z pierścieniem i nowym statusem społecznym :D Pierścienia już nie mam, albowiem na zmniejszenie takowej biżuterii czeka się we Francji (uwaga!) jedyne 60 dni! Zatem póki co ostał mi się tylko status :)


W nowy rok wkroczyłam z pragnieniem zmian w życiu zawodowym... Chciałabym w końcu robić na emigracji to, co lubię i co jest moim wyuczonym zawodem. Zmęczyły mnie półśrodki i prace, które choć dobrze że są, to jednak ciągle są to prace, które nazywam zastępczymi. Niebawem zamierzam napisać o tym więcej, bo praca na emigracji to temat wielki jak rzeka i gorący jak lawa... Nazbierało się już trochę tych doświadczeń, a wygląda na to, że będą nowe. Póki co konkretyzuję swoje projekty.

Widok na Bieszczady... Grudzień 2016.



Polska. Grudzień 2016