wtorek, 28 lipca 2015

Przystanek: plaża


Znacie to uczucie? Wszyscy dookoła rozmawiają o tym, kiedy, gdzie i na jak długo, facebookowe ściany oblepione roześmianymi twarzami wylegujących się na piasku głów, brzuchów, a najczęściej chyba stóp ;) A Ty wstajesz rano, wzdychasz do słońca, potem do Facebooka, potem do mocnej kawy, wsiadasz w metro i pędzisz do pracy... Mam tak od miesiąca. Nie wiem dlaczego, ale odkąd mieszkam we Francji, odnoszę wrażenie, że jestem jedyną osobą pracującą w wakacje. To oczywiście absurdalne, bo przecież nawet w moim miejscu pracy nie jestem sama - działają sklepy, urzędy, komunikacja miejska. Ale prawdą jest, że w Paryżu bardzo czuć wakacje, a dla Francuzów to po prostu święty czas wypoczynku. Przede wszystkim Paryż pustoszeje, zwłaszcza w sierpniu, a wiele firm w tym czasie jest zamkniętych. Paryżanie wyjeżdżają - widać to w sposób szczególny na dużo mniej niż zazwyczaj zakorkowanych drogach. Przyjeżdżają za to turyści - roześmiani, zrelaksowani, pełni ciekawości i zachwytu w oczach. To chyba właśnie oni sprawiają, że czuć w powietrzu zapach wakacji i przygody. 

Quend-Plage-les-Pins




Mój urlop ciągle przede mną... Ale w ostatni piątek udało nam się wyrwać z miasta. I to na plażę, nad morze. Uwielbiam Francję za to, że wszędzie tu blisko do pięknych miejsc - morza, gór, różnorodnych regionów z całym bogactwem tradycji, pięknych widoków, pysznego jedzenia i lokalnych trunków. Pojęcie „blisko” jest tu oczywiście względne, choćby przez fakt na to jak dużą ten kraj ma powierzchnię, mam raczej na myśli to, że Francja pełna jest pięknych i atrakcyjnych pod rożnymi względami miejsc, które napotkacie podróżując tu w jakimkolwiek kierunku.


Deauvillle

Dieppe

czwartek, 23 lipca 2015

Przystanek: Compiègne


Dziś zatrzymamy się w Compiègne. Zjemy lody pod pomnikiem Joanny d'Arc, odkryjemy ślady wielu ważnych historycznych wydarzeń, których świadkiem było to małe miasto, będziemy podziwiać cuda ogrodnicze i zjemy pyszną kiełbaskę, popijając ją lokalnym piwem na Święcie Ogrodnictwa. Na koniec udamy się do pałacu z różanym ogrodem i fantastyczną łąką, na której piknikują tłumnie Francuzi, dzieci grają w piłkę, a świerszcze majową porą dają niesamowity koncert. Co Wy na to? ;)









Była majowa sobota i piękne czasy, kiedy jeszcze nie pracowałam w weekendy. Wspaniałe czasy minęły bezpowrotnie, ale pozostały wspomnienia z wielu podroży, które wówczas odbyłam. Maj to doprawdy piękny i najlepszy czas na odkrywanie świata. Przyroda, obudzona już z zimowego snu, tętni życiem, kwitnie, pachnie, odurza kolorami, zapachami i śpiewem ptaków. Parki zielenieją, niebo obłędnie błękitnieje, a skóra łaknie wiosennego słońca. Ludzie wylegają na podwórka, ławeczki, do parków i kawiarni. Zwłaszcza we Francji. Taki majowy klimat udzielił mi się owej soboty, gdy udaliśmy się z Muszkieterem, jak zwykle spontanicznie, do Compiègne. To był strzał w dziesiątkę. 






 


Compiègne to miasteczko z rodzaju tych, które najbardziej lubię. Urocze, zadbane, nie za duże, żadnego tłoku turystów - ot francuskie miasto, które żyje swoim życiem, ma wiele do odkrycia i podziwiania, choć pozory mogłyby naprawdę mylić! Mam dla Was jedną podstawową radę, jeśli chodzi o zwiedzanie Francji -  pozwólcie sobie na odrobinę spontaniczności, dzięki której możecie odkryć naprawdę piękne miejsca. To, że danej miejscowości nie znajdziecie w najpopularniejszym przewodniku może dla Was oznaczać tylko jedno - poznacie prawdziwą Francję, w jej pięknej, małomiasteczkowej odsłonie, którą naprawdę warto zobaczyć i docenić. Nie bójcie się tu błądzić - GPS i tak Was doprowadzi do celu, a to co po drodze przypadkiem odkryjecie - może Was niesamowicie zachwycić! Wiem, bo przekonałam się już sama wielokrotnie! Bądźcie otwarci i elastyczni na to, co nowe i nieznane. Naprawdę warto!

czwartek, 16 lipca 2015

Na tropie zegarów i... pizza w szczerym polu

To ciekawe. W samym Barbizon - miasteczku, które opisałam w ostatnim poście, napotkałam tylko dwa zegary. Ci, którzy już wcześniej tu do mnie zaglądali, wiedzą już o mojej zegarowej metodzie zwiedzania Francji :) Barbizon zaskoczył mnie więc dość mocno. Z drugiej strony z powodzeniem można by tu wytyczyć inne ciekawe szlaki - choćby śladami artystów, którzy tu mieszkali i tworzyli, dzieł ukrytych na ścianach, słupach i w zaułkach, w poszukiwaniu galerii sztuki i rozmaitych przejawów twórczości artystycznej, której duch króluje w tej małej, uroczej miejscowości. Musiałam zatem zadowolić się i zadowoliłam dwiema zdobyczami :) Ku mojej radości - ten drugi całkiem oryginalny, jak na prywatną posesję. Poznajecie, jaki to zegar?



Nasza podroż jednak nie dobiegła jeszcze końca, bo postanowiliśmy w drodze powrotnej zatrzymać się na kolację. Jak już wspominałam, ceny w restauracjach w Barbizon są dość wysokie i dodatkowo w sobotni wieczór trudno o miejsce w tych bardziej przystępnych knajpkach, dlatego postanowiliśmy zjeść po drodze i przy okazji odkryć może inne ciekawe miejscowości. Jak na sobotni wieczór i burczące brzuchy było to, jak się później okazało, dość optymistyczne i ryzykowne podejście do sprawy. Wprawdzie krążyliśmy po urokliwych, okolicznych wioskach, podziwiając kamienne domki, piękne ogrody i kręte uliczki, ale w pewnym momencie zorientowaliśmy się, że robi się późno, a my jesteśmy bardziej głodni, niż spragnieni nowych wrażeń.

Tak trafiliśmy na miejscowość Chailly-en-Bière, gdzie nie mogłam oderwać wzroku od górującego nad wioską kościoła, oczywiście z wieżą zegarową, fantastycznie komponującą się na tle błękitnego nieba... Odbyliśmy tam bardzo krotki spacer, ale szybko okazało się, że nie mamy co liczyć na wieczerzanie... Co ciekawe spotkaliśmy tam grupki Polaków, a także sporo samochodów na polskich rejestracjach. Poniżej kilka zdjęć tej wioski - mam nieustającą słabość do takich małych francuskich miejscowości. A Wy?















Jeszcze bardziej głodni wsiedliśmy z powrotem do auta. Przemierzyliśmy kolejne wioski - piękne, w kamieniu, z bujną roślinnością i fantazyjnymi ogrodami, nasze brzuchy burczały coraz mocniej, a w powietrzu unosił się dym grillowanego mięska... W końcu to piękny, sobotni, letni wieczór... A Francuzi wiedzą, jak korzystać z życia, weekendów, wakacji...

I oto mijamy kolejną wioskę, dookoła nas łany złotych zbóż w promieniach zachodzącego słońca i nagle, w szczerym polu wylania się... ciężarówka z... pizzą!!!! Nie dowierzamy, podjeżdżamy bliżej, ale tak, tak właśnie jest! To nie fatamorgana z głodu! Hurra!!!! Jesteśmy uratowani! Zdumieni wprawdzie, ale zachwyceni, że za chwilę zjemy pizzę podziwiając zachód słońca na prawdziwej francuskiej wsi! Nasze oczy błyszczą z radości i... ulgi! W aucie mamy chłodne piwko, więc nic więcej do szczęścia wydaje nam się nie potrzeba. Podchodzimy do auta, tam kolejeczka... Sympatyczna Pani z foodtrucka pyta bardzo milo, ile sztuk pizzy i kiedy zamawialiśmy. Robimy wielkie oczy i ręce nam opadają - nie zamawialiśmy... Okazuje się, że musielibyśmy czekać około godzinę, zanim Pani zrealizuje tutejsze zamówienia! Takie rzeczy tylko we Francji! Para przed nami pakuje 7 kartonów z pizzą i odjeżdżają... Przyjeżdżają kolejni klienci... Hmmm? Może mi ktoś to wyjaśnić?


Ostatecznie zrezygnowaliśmy, bo robiło się naprawdę późno, ale też nie wróciliśmy głodni do domu. Idąc za ciosem, udało nam się znaleźć po drodze włoską knajpkę i zjeść całkiem dobrą pizzę. Ale wyciągnęliśmy jeden podstawowy wniosek z tej podroży - nigdy więcej nie zbagatelizujemy naszego głodu we Francji!!! ;)

wtorek, 7 lipca 2015

Spacer po Barbizon



Dziś zapraszam Was na spacer po Barbizon - miejscowości, która pojawiła się na czwartym miejscu w rankingu tegorocznej edycji programu na najpiękniejszą francuską wioskę (Le Village Préféré des Français). Barbizon leży na trasie prowadzącej z Paryża do Fontainebleau - miasteczka, które słynie z  pięknego zamku - dawnej rezydencji królewskiej, którą upodobał sobie niegdyś sam Napoleon. Myślę, że warto połączyć zwiedzanie Fontainebleau z wizytą w Barbizon. Miłośnicy skałek i wspinaczek znajdą na tej trasie także lasy, gdzie z powodzeniem mogą uprawiać swoje hobby. A zatem startujemy!





Do Barbizon udaliśmy się w sobotnie popołudnie. Po tym, co widzieliśmy wcześniej w TV Muszkieter stwierdził, że jest nieco rozczarowany, a mnie się podobało :) Okazało się bowiem, że jest tutaj tak naprawdę jedna główna uliczka, przy której znajdują się wszystkie najciekawsze obiekty. Wioskę okalają lasy i tereny zielone oraz pola uprawne, co dodaje uroku temu miejscu. No i te domy! Kamień, kolorowe okiennice, ozdobne bramy, posągi w ogródkach, mozaiki na ścianach... To, co mnie zaskoczyło najbardziej, to ilość galerii i atelier, które można tu spotkać praktycznie na każdym kroku... Wiecie dlaczego? Ja nie wiedziałam. Okazuje się bowiem, że miasteczko to upodobali sobie niegdyś artyści - malarze, pisarze, rzeźbiarze...Tabliczki z informacją, jaki artysta mieszkał w danym domu wiszą na co drugim budynku. Natkniecie się także na kamienne ławeczki, na których niegdyś lubiły przesiadywać te znamienite osoby...














Jednym z obowiązkowych punktów zwiedzania jest z pewnością przepiękny, uroczy stuletni kościołek parafii liczącej 1200 lat! Gdy wejdziecie do środka, zrozumiecie o czym mówię. Niskie, kamienne ściany, w centralnej części nad ołtarzem prosty krzyż, oświetlony w taki sposób, że przykuwa całą uwagę... Kilka rzędów drewnianych krzeseł i ołtarz Matki Boskiej przy wejściu.... Witraże w małych oknach i... cicha muzyka sakralna, która potęguje niesamowitość tego miejsca i chęć do zadumy...







Przy głównej ulicy znajduje się, jak przystało na Francję, wiele ciekawych i bardzo klimatycznych knajpek, których wnętrza i tarasy są udekorowane bardzo oryginalnie. Nastawcie się jednak na dość wysokie ceny i z tego, co zdążyliśmy się zorientować - w sobotni wieczór nie ma szans na wolny stolik w tych ciekawszych i nieco tańszych restauracjach - konieczna jest wcześniejsza rezerwacja.










Mnie urzekła atmosfera tego miejsca - wszechobecna zieleń i kwiaty, cisza, urocze i piękne domki, róże okalające okiennice i ściany, a przede wszystkim artystyczny duch, którego przejawy są obecne wszędzie - często ukryte w detalach. Ja z niekrytą przyjemnością podglądałam mieszkańców w ich ogródkach, artystów podczas wernisażu w atelier, zaglądałam przez szpary bram i otwarte okna :)
Zresztą... zobaczcie sami! Miłego spaceru ;)






















Polecam również stronę jednego z moich ulubionych francuskich programów TV - Le Village Préféré des Français:

http://www.france2.fr/emissions/le-village-prefere-des-francais/les-villages/barbizon-region-ile-de-france_319085